Projekt w liczbach
Sukces przedsięwzięcia najlepiej obrazują twarde dane. W ciągu dwóch weekendów intensywnego szkolenia udało się zrealizować ambitne założenia merytoryczne:
- 84 przeszkolone osoby: Do programów zakwalifikowano po 42 uczestników – w przypadku CODE:ME Shell były to kobiety rozwijające kompetencje w cyberbezpieczeństwie, natomiast w AI Sprint udział wzięli profesjonaliści obu płci, których celem było wdrożenie sztucznej inteligencji w swojej codziennej pracy.
- Powstało ponad 60 autorskich projektów: Każdy uczestnik AI Sprint przygotował i zaprezentował przed komisją własne rozwiązanie odpowiadające na problem zgłoszony na etapie rekrutacji. Uczestniczki CODE:ME Shell pracowały w zespołach, tworząc rozwiązania problemów związanych z cyberbezpieczeństwem.
- 35 godzin szkoleniowych: Intensywny program obejmował wykłady, warsztaty i mini hackathon, podczas którego uczestnicy tworzyli swoje autorskie projekty.
- 252 godziny mentoringu indywidualnego: Każdy uczestnik mógł skorzystać z 3 godzin indywidualnego wsparcia ekspertów – od specjalistów IT i cybersec, po doradców w dziedzinie prezentacji biznesowych i rozwoju kariery.
- Kadra ekspertów: Nad merytoryką czuwało 10 doświadczonych trenerów oraz ponad 20 mentorów, którzy przekazywali wiedzę, inspirowali i pomagali uczestnikom przekuć teorię w działające prototypy.
Od rozmowy z chatem do „Vibecodingu”
Uczestnicy AI Sprint mierzyli się z wyzwaniami automatyzacji, budując własnych agentów AI i bazy wiedzy oparte na metodzie RAG. Prawdziwą rewolucją okazało się wykorzystanie paradygmatu Vibecodingu, który pozwala osobom nietechnicznym na tworzenie aplikacji poprzez opisywanie ich naturalnym językiem i intuicyjną współpracę z AI.
– W ciągu 4 dni nauczyłem się programować bez programowania – mówi z dumą Andrzej, sprzedawca B2B, który do tej pory korzystał tylko z ChataGPT. – W mojej pracy mnóstwo czasu zajmuje segmentacja klientów i dopasowywanie ofert pod kątem wielkości firm czy historii szkoleń. Korzystając z Vibecodingu, przygotowałem w Pythonie narzędzie, które automatycznie segmentuje bazę i przygotowuje spersonalizowany mailing. Mój agent już działa! Teraz chcę przeszkolić zespół i wdrożyć to rozwiązanie w całej firmie.
Odzyskiwanie cennego czasu to wspólny mianownik większości projektów uczestników AI Sprint. Klaudia, która na co dzień pracuje w dziale HR, co miesiąc spędza kilka godzin na ręcznym przepisywaniu i sprawdzaniu danych o nadgodzinach pracowników do szablonów rozliczeniowych. Podczas AI Sprint stworzyła bazę wiedzy i za pomocą odpowiedniego promptu oddelegowała to zadanie do Gemini, który teraz sam generuje gotowe dokumenty. Efekt? Dwie godziny żmudnej pracy zaoszczędzone każdego miesiąca.
Z kolei Kasia, trenerka sprzedaży, poszła o krok dalej. Za pomocą bezpłatnych narzędzi open-source stworzyła osobistego agenta, który od A do Z planuje dla niej dzień szkoleniowy: robi research, generuje testy, certyfikaty, a nawet… buduje animowane prezentacje w Pythonie.
– Oszczędność czasu jest gigantyczna! Gdy zautomatyzowałam swoje główne zadania zawodowe, zyskałam tyle czasu, że w przerwach… sztuczna inteligencja pomogła mi uporządkować komputer i stworzyć domowego asystenta do planowania posiłków – śmieje się Kasia – Po powrocie do domu koduję kolejnego agenta, który będzie analizował ogłoszenia o pracę i optymalizował pod nie CV.
Z postępów uczestników cieszy się także jeden z trenerów programu, Wojtek Woźniak.
– Zgłosiło się do nas mnóstwo zmotywowanych osób z gotowymi pomysłami na usprawnienie swojej codziennej pracy i życia. Choć nie każdy pomysł był tak prosty, jak się początkowo wydawało, wszyscy uczestnicy wyszli ze szkolenia z działającym prototypem i planem na dalszy rozwój. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Chyba zaawansowana wyszukiwarka ubrań, które szybko znikały ze sklepów internetowych. Z kolei z typowo biznesowych projektów, jako programiście, bardzo spodobał mi się bot do flagowania błędów w logach. To tak potwornie nudne zadanie, że aż prosi się o wydelegowanie go sztucznej inteligencji. I o to w tym wszystkim chodzi: niech AI robi za nas to, na co nam po prostu szkoda czasu i energii.
Ta myśl przyświecała także Kasi, która kieruje działem handlowym w firmie z branży reklamowej. Jej zespół często mierzy się z uciążliwą weryfikacją prawną reklam, dlatego stworzyła „legalnego skrzydłowego”. Zaprogramowany przez nią chatbot analizuje aktualne ustawy, sprawdza, czy reklama jest zgodna z przepisami i automatycznie generuje dwa maile: jeden do klienta z wyjaśnieniem potrzebnych zmian, a drugi do działu prawnego z prośbą o ostateczną akceptację. Dzięki temu handlowcy mogą skupić się na tym, w czym są najlepsi – na relacjach z ludźmi.
Czy cyberbezpieczeństwo ma płeć? CODE:ME Shell przełamuje bariery
Równolegle, w laboratoriach Uniwersytetu Gdańskiego, uczestniczki programu CODE:ME Shell oswajały świat systemów Linux, uczyły się skanowania sieci za pomocą Nmap oraz analizy ruchu w Wiresharku. Tutaj również pojawił się wątek AI – jako narzędzia wspierającego walkę z cyberzagrożeniami.
Dla Marzeny, analityka biznesowo-systemowego, program był szansą na precyzyjne ukierunkowanie dalszego rozwoju i przełamanie pierwszych lodów z cyberbezpieczeństwem. Efekt przeszedł oczekiwania – podczas hackathonu stworzyła aplikację, która monitoruje sieć wewnętrzną, wykrywa próby nieautoryzowanego dostępu i generuje przejrzysty dashboard z raportami aktywności. Choć to na razie wersja demonstracyjna, projekt jest w pełni skalowalny.
– Zaczęłam od zera, a z pomocą AI stworzyłam działającą aplikację, która pozwoli mi zadbać o bezpieczeństwo domowej sieci. Nie udałoby mi się bez genialnego wsparcia od prowadzących, którzy udowodnili, że w IT jest miejsce dla kobiet, niezależnie od wieku i dotychczasowej ścieżki zawodowej. Nowych technologii nie trzeba się bać, trzeba je zdobywać – podkreśla Marzena.
Jednak bariery technologiczne czy wiekowe to nie jedyne problemy, z jakimi mierzyły się uczestniczki. Wyjątkowym przykładem na to, że prawdziwa pasja nie zna granic, jest historia Alisy, która podjęła wyzwanie udziału w projekcie CODE:ME Shell, mimo że mieszka w Polsce od niedawna i wciąż intensywnie uczy się polskiego.
– Kiedy znajomy przekazał mi informację o szkoleniu, miałam sporo wątpliwości – wspomina Alisa. – Jednak zaryzykowałam i nie żałuję! Dzięki determinacji, wsparciu trenerów i Google Translate udało mi się ukończyć kurs. Wspólnie z koleżanką z zespołu zaprezentowałyśmy nasz projekt związany z bezpieczeństwem publicznych sieci Wi-Fi. Mało tego, zdałam egzamin końcowy z wynikiem 100 na 100 punktów! Najważniejsza jest chęć do nauki i nieuleganie strachowi, że coś może pójść nie tak.
Dla Doroty Kozłowskiej, trenerki programu CODE:ME Shell, obserwowanie sukcesów uczestniczek było wyjątkowym doświadczeniem:
– Zazwyczaj występuję jako prelegentka na konferencjach, więc rzadko mam okazję obserwować z bliska postępy osób, które uczę. Jednak to, co te dziewczyny zrobiły w zaledwie kilka dni, przerosło moje oczekiwania! Błyskawicznie udało nam się zbudować opartą na zaufaniu społeczność. Uczestniczki dosłownie „wchłonęły” ogromną wiedzę z zakresu sieci i Linuxa, po czym pracując wspólnie przekuły ją w działające projekty. Najbardziej niesamowite było to, że dziewczyny, które wcześniej były zupełnie nietechniczne, po tych paru dniach dyskutowały o cyberbezpieczeństwie tak, jakby pracowały w branży od lat! – opowiada z entuzjazmem.
Zapytana o to, dlaczego obecność kobiet w sektorze cybersec jest tak kluczowa, odpowiada bez wahania:
– My kobiety, mamy inny sposób myślenia niż mężczyźni. Nie zamykamy się w sztywnych ramach i cechuje nas naturalna wielozadaniowość. Kobiety wnoszą do zespołów IT unikalną perspektywę, a w cyberbezpieczeństwie różnorodność zespołu to najprostsza droga do szybkiego wykrycia i odparcia ataku.
„Czynnik ludzki” i wspólna misja: rozwój
Mimo technicznego charakteru szkoleń, to ludzie i ich relacje były sercem projektu. Na korytarzach Uniwersytetu Gdańskiego zawiązały się liczne współprace, a uczestnicy uczyli się nie tylko od trenerów, ale i od siebie nawzajem.
Atmosfera wzajemnego wsparcia i „odwagi do zmiany” pozwoliła przełamać bariery, które często powstrzymują przed wejściem w świat IT. Wspólne przerwy kawowe i networking sprawiły, że uczestnicy z różnych powiatów Pomorza stworzyli trwałą społeczność liderek i liderów innowacji.
Projekt nie byłby możliwy bez zaangażowania wielu instytucji. Inicjatywa Fundacji CODE:ME zyskała wsparcie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego oraz finansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. Kluczową rolę odegrały pomorskie uczelnie: Uniwersytet Gdański, który udostępnił nowoczesne laboratoria i zaplecze techniczne Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki oraz PJATK i Uniwersytet Merito, które wsparły inicjatywę doświadczeniem merytorycznym i kadrą naukową.
Realizacja AI Sprint i CODE:ME Shell udowodniła, że w obliczu dynamicznych zmian technologicznych lifelong learning przestaje być tylko modnym hasłem, a staje się realną koniecznością. Dzięki odpowiednio skrojonemu wsparciu każdy – niezależnie od wieku, płci czy dotychczasowego doświadczenia – może przestać być wyłącznie biernym odbiorcą technologii, stając się jej świadomym twórcą.
Choć szkolenie dobiegło już końca, projekty uczestników będą dalej rozwijane, a zdobyta wiedza już zaczęła pracować na sukces pomorskich firm i organizacji.